Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Kucner w roli głównej
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Marcin Czyżewski w roli głównej
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

„Zapamiętaj sobie, pókiś jeszcze młody - tylko zdechła ryba płynie z prądem wody”

Dodano: 2017-12-03 Autor: PRESTIGE & LUXURY MAGAZINE ONLINE MEDIA ELITE

Tagi: Patrycja Szczepanowska, film "Dzik", Szczepanowska dla Media Elite

MARZENA LIPOWSKA W ROZMOWIE Z PATRYCJĄ SZCZEPANOWSKĄ, AKTORKĄ - NIE TYLKO O FILMIE "DZIK".



Fot. Dariusz Senkowski


Film "Dzik" trafia do kolejnych kin. To chyba sukces?

Stanowczo. Tym bardziej, że produkcja powstała niemal bez pieniędzy, a udało się stworzyć film, który wzbudza spore zainteresowanie i coraz większą ilość kin jest zainteresowana wyświetlaniem. Film „Dzik” jest bezprecedensowy. Zrobiony przy niewielkich nakładach finansowych, ale z rozmachem. Film wojenny z dużą liczbą statystów, aktorów, ekipy filmowej. Z odwzorowaniem lat wojennych w kostiumach, obiektach, broni, pojazdach. Nie udałoby się to, gdyby nie fakt, że wszyscy pracowali przy nim za darmo, a większość rzeczy została użyczona.Warto podkreślić, że miejsca, w których kręciliśmy są autentyczne - te same na których kilkadziesiąt lat temu wydarzyła się ta tragedia. Na pewno miarą sukcesu jest tez ilość e - maili od ludzi, których przodkowie byli związani z oddziałem leśnym AK ''DZIK'' bądź mieli do czynienia z Georgiem Bettigiem. Twórcy filmu takie dostają. Minęło wiele lat, a cierpienie jest wciąż żywe. Temat okazał się być aktualny.

Powiedzmy, proszę więcej o fabule.

Jest rok czterdziesty czwarty. Do oddziału Armii Krajowej „Dzik”przedostaje się Peter, konfident holenderskiego pochodzenia, który kilka dni później dezerteruje. Odział ukrywa się w lesie. Peter w mundurze Wehrmachtu wydaje oddział Niemcom. Rozpoczyna się akcja o kryptonimie ''Dzik'' i pościg za oddziałem pod wodzą ''Krwawego Kata Tomaszowskiego Gestapo'', nazywanego również „Panem Życia i Śmierci” Georga Bettiga.

A o swojej roli powiesz więcej?

Moja postać Hanna Rudniecka w przeciwieństwie do innych została stworzona do celów fabularnych. Wszystkie pozostałe role to odwzorowanie historii konkretnych ludzi. Twórcy zachowali również oryginalne imiona i nazwiska. Hanny Rudnieckiej jako takiej nie było, ale jej losy nie są fantastyką. Wszystko, czego doświadcza miało wówczas miejsce. A jej przejścia powstały na podstawie zachowanych dokumentów, zeznań, jak również opowieści świadków, którzy przeżyli te wydarzenia. Hanna Rudniecka jest w najpiękniejszym momencie życia kobiety. Jest szczęśliwa. Ma ukochanego należącego do oddziału „Dzik”. Za chwilkę na świat przyjdzie jej pierworodne dziecko. Całe nieszczęście, że ta sielanka przypada na lata czterdzieste. Wojna brutalnie wkracza w jej życie. Hanna nie robi nic, by angażować się w działania wojenne. Ale kiedy trwa woja nie da się pozostać obojętnym na ten fakt. Ten film pokazuje, co to znaczy żyć w czasach kiedy pokoju brak. Twórcy filmu promują go pod hasłem „Horror wojenny”. Zwracają uwagę, że wojna nie jest niczym innym, jak horrorem. Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach ludzie często o tym zapominają. Polska jest coraz bardziej skłócona wewnętrznie. Powstają filmy wojenne, w których dzielni herosi - supermeni biegają po lasach dumni z tego, że mogą sobie postrzelać. Ten film jest inny. Jest prawdziwy. Pokazuje ludzi autentycznych... ze swoimi słabościami, marzeniami. Ludzi wrzuconych w okrutne wydarzenia. Dlatego jest tak ważny. To historia jednego oddziału z okolic Rawy Mazowieckiej, ale jest historią uniwersalną. Takie zło się działo. Takie zło może wrócić. Nigdy więcej nie powinniśmy do tego dopuścić. Pikanterii dodaje fakt, że w filmie pojawiają się osoby, które doświadczyły tych wydarzeń, jako małe dzieci i je pamiętają.

Czy trudno było zagrać tę rolę, wcielić się w odgrywaną postać?

Z całą pewnością to najbardziej wymagająca ze wszystkich ról, jakie zagrałam. Każda scena to tak zwane: „mięso aktorskie”. Bardzo się cieszę z takiego wyzwania. Potrzebowałam go jako aktorka. Po kilku latach, kiedy chętniej obsadzano mnie w komediach mogłam przypomnieć swoje dramatyczne możliwości.

Skąd padła propozycja, jeśli chodzi o udział w filmie "Dzik"?

Wraz z kolegami z Teatru Old Timers Garage w Katowicach, Markiem Pituchem i Kubą Wonsem jeździmy po Polsce, grając spektakl pt. „Żona do adopcji”. Któregoś dnia pojawiliśmy się w Białej Rawskiej, zaproszeni przez Fundację Generator Kultury. Jest ona prowadzona przez producentów filmu „Dzik”. Poszukiwali wówczas aktorki do głównej kobiecej roli. W ich wyobrażeniach miała to być bardzo młoda kobieta, jednak Łukasz Chojecki od chwili, kiedy mnie zobaczył na scenie był pewien, że jestem idealną aktorką do tej roli. Damian Lu Wenta wahał się dłużej, ale kiedy weszliśmy w próby stało się jasne, że szukali właśnie mnie. Próby zaczęliśmy od bardzo emocjonalnych scen przesłuchania. Praca okazała się niezwykle ekscytująca. Damian Lu Wenta to fantastyczny reżyser, a nowo poznany wówczas aktor Daniel Chryc, który w filmie wciela się w Georga Bettiga zachwycił mnie talentem i siłą porozumienia aktorskiego. Podsumuję tę pracę z przymrużeniem oka: Pani Krystyna Janda ma swoje przesłuchanie, ja mam swoje.

Powróćmy na chwilę do chwil z premiery filmu. Jak Ci się współpracowało z producentami - Damianem Lu Wentą i Łukaszem Chojeckim?

Fantastycznie. Kiedy podawali mi pierwsze informacje o filmie... obawiałam się, że może to nie być profesjonalna produkcja. Producenci nieznani mi wówczas. Działający w małej miejscowości pod Łodzią. Okazało się jednak, że są absolwentami Łódzkiej Szkoły Filmowej. Ekipę filmu stanowią studenci i absolwenci szkół filmowych i teatralnych. Pokazali mi również fragment filmu, który już był nakręcony. W pełni profesjonalne, świetne zdjęcia autorstwa Mirosława Mamczura. Film „Dzik” powstawał przez cztery lata. Najpierw jako trzydziesto - minutowa fabuła o oddziale AK „Dzik”. Damian Lu Wenta w IPN-ie znalazł teczkę dokumentów dotyczących Georga Bettiga. Dokumenty i zeznania świadków spowodowały, że postanowili skończyć film jako pełen metraż. Po obejrzeniu sceny z nakręconego już materiału, która zapowiadała mocne, dobre kino, przesłali mi scenariusz i wiedziałam, że chcę wziąć udział w tej produkcji. Potem odbyły się próby, które poszły znakomicie. Żarło, jak to się mówi w naszym aktorskim slangu. W trakcie kręcenia zdjęć byłam pod ogromnym wrażeniem Damiana Lu Wenty. Reżyserował wielkie sceny pod pałacem. Był ograniczony czasem. Nie miał drugiego reżysera, nikogo do zarządzania statystami ani sztabu ludzi do pomocy, która jest zawsze w takich sytuacjach, a tu ze względu na brak funduszy nie było ich. Jedyną osobą, na którą mógł liczyć w tym zakresie był kierownik planu. Mimo to, udało mu się zdobyć posłuch u ekipy, kilkunastu aktorów, kilkudziesięciu statystów, grupy rekonstrukcyjnej i doprowadzić do nakręcenia niezwykle trudnych zdjęć. Widziałam kilkakrotnie w życiu, jak reżyserzy z dużym doświadczeniem nie dawali rady w takich sytuacjach, a mieli do pomocy wielu ludzi. Tu pomocników nie było, a efekt jest taki, że to naprawdę wzruszające sceny, gdzie nawet dzieci grają pięknie z właściwym przejęciem. I jest to mocny moment filmu.


Credo życiowe Patrycji Szczepanowskiej jest niezmienne czy ulega zmianie z biegiem czasu?

Może i mój pesel mówi, że nie jestem już młoda, ale tak się czuję,więc wciąż na ustach mam słowa Mariana Hemara: „Zapamiętaj sobie, pókiś jeszcze młody - tylko zdechła ryba płynie z prądem wody”.

Co w najbliższych planach? 

Życie nauczyło mnie nie mówić o planach. Różnie potem bywa z realizacją... ale plany są. Póki co, zapraszam do Och -Teatru w Warszawie na „Prapremierę Dreszczowca” oraz na „Żonę do adopcji” do Old Timers Garage w Katowicach. Oczywiście również do kin studyjnych na film”Dzik”Damiana Lu Wenty i Łukasza Chojeckiego.




Fot. Marcin Charzewski

NASI PARTNERZY: