Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Kucner w roli głównej
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Marcin Czyżewski w roli głównej
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

Wszystko, co najpiękniejsze przyszło do mnie późno

Dodano: 2017-07-15 Autor: PRESTIGE & LUXURY MAGAZINE ONLINE MEDIA ELITE

Tagi: Magdalena Waligórka -Lisiecka, Marzena Lipowska w rozmowie z Magdaleną Waligórską - Lisiecką


Wywiad z Magdaleną Waligórską - Lisiecką, aktorką.



Fot. Anna Kondraciuk

Scenografia sesji: Anna Matuszewska / Fabrica de Pasjone


Urzekł mnie niesłychanie i poruszył Pani wywiad dla magazynu "Imperium Kobiet" pt. "Nie żyję już przeszłością". Opowiada Pani na jego łamach o miłości w taki sposób, że "aż ciarki przechodzą". (uśmiech) Czyli istnieją ramiona, do których kobieta pasuje idealnie?

To oczywiście ramiona mojego męża, Mateusza. Cieszę się, że nasz związek doczekał się takiego pięknego dopełnienia: czekamy na narodziny naszego synka. Ostatnie lata to dla mnie w życiu prywatnym czas pełni, owocowania... życzę tego każdej kobiecie, bo to daje niesamowitą satysfakcję.


"Miłość jest wtedy, kiedy chce Ci się gnać do ukochanego całą noc tylko po to, by się na godzinę położyć obok niego w łóżku, pozostać w jego ramionach czy po prostu z nim być." - czytamy w wywiadzie, o którym wspomniałam już wcześniej. Czym miłość jest jeszcze, dziś - według Magdaleny Waligórskiej - Lisieckiej?

No właśnie nowe rozumienie miłości się przede mną otwiera. Myślę, że po narodzinach dziecka wybuchnie ona z nową, nieznaną siłą. Jestem ciekawa tych uczuć, ciekawa jak to być mamą, choć już częściowo się nią czuję. Myślę, że człowiek spełniony, "dokochany" ma dużo miłości, empatii i pozytywnych uczuć, które rozlewają się na cały świat: rodzinę bliższą i dalszą, zwierzęta, sąsiadów i całe otoczenie. Konflikty bledną, a człowiek czuje się, jak ufne dziecko w ramionach Wszechświata.

Czy momenty, w którym przychodziło zwątpienie, jeśli chodzi o aktorstwo - z biegiem czasu wskazywały właściwą ścieżkę?

Kryzysy są potrzebne. One w pewnym sensie nas stwarzają. Oczywiście nikt nie lubi ich przeżywać, raczej przed tym uciekamy i bronimy się rękami i nogami, ale kiedy przychodzi takie poważne zwątpienie - czy to, co robię ma sens? To jest poważna szansa, że przebudujemy nasze życie, by było bardziej satysfakcjonujące. Takich kryzysów miałam kilka, nie tylko w szkole teatralnej... i dziś z perspektywy czasu jestem za nie wdzięczna losowi. Ostatnie cztery lata temu - spowodował, że zdecydowałam wyjechać na ponad pół roku z Warszawy i zrobić kilka spektakli w tzn. prowincjonalnych teatrach: w Koszalinie, Białymstoku i Zabrzu. Chciałam ugruntować swoją pozycję teatralną, zagrać w poważnym repertuarze, pokazać się na festiwalach teatralnych. W Warszawie byłam obsadzana tylko w komediach i to był mój szklany sufit. Była to trudna decyzja, bo właśnie kupiłam mieszkanie i zamiast się nim cieszyć - wyjechałam i wracałam do takiego pustego, nieumeblowanego raz w miesiącu zrobić pranie, ale czułam, że muszę, że to jest ten moment. W Zabrzu poznałam mojego męża...

W Pani życiu ważne miejsce ma także muzyka, prawda? Była chwila, kiedy chciała Pani zostać wokalistką. (uśmiech) Czemu nie tamtędy a tędy droga? (uśmiech)

O śpiewaniu marzyłam jako dziecko - nieświadome, że nie mam ani głosu, ani słuchu... Rozczarowanie więc było straszne... natomiast dziś potrafię się z tego śmiać i uważam, że mój śpiew ma wielkie walory komediowe, wciąż jeszcze nieodpowiednio wykorzystane. Dostałam kiedyś zaproszenie do programu "Jaka to melodia?". Mój przyjaciel, który wiedział, jak śpiewam, podpowiedział mi odpowiedz dla producentów: chętnie, ale powinnam być zaproszona jako gość ostatniego odcinka, jako najtrudniejsze zadanie dla uczestników...

Magda Waligórska - Lisiecka zawodowo a prywatnie.

Myślę, że nie ma jakiejś wielkiej rozbieżności pomiędzy tym, jaka jestem zawodowo, a prywatnie... jestem dobrze zorganizowana, punktualna i bezkonfliktowa, chociaż asertywna. Staram się natomiast, aby moje role różniły się między sobą, miały dobrą konstrukcję, przebieg psychologiczny. Nie zawsze mam wpływ na to, jakie propozycje dostaję, ale też staram się świadomie wybierać i uciekam od pustego celebryctwa. Wierzę, że wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną, zgodnie z tym, co mi kiedyś wywróżono: że wszystkie dobre rzeczy przyjdą do mnie późno - dostałam się do szkoły za czwartym podejściem, wyszłam za mąż w wieku 35 lat i dopiero teraz zostanę mamą...

Credo życiowe. Czy słowa, którymi się Pani w życiu kieruje są niezmienne?

Jest tyle pięknych maksym, na których można się wesprzeć, ale ostatnio często do mnie wraca: "Sometimes you win, sometimes you learn", czyli "Czasem wygrywasz, a czasem się uczysz".

Kim jest dla Pani Widz?

Widz, zarówno w teatrze, jak i w kinie czy telewizji jest bardzo ważny. To ten podstawowy partner, dla którego to wszystko robimy. Często słyszę pytanie, czym różni się gra na planie od tej w teatrze. Dla mnie niczym. Na planie też jest Widz, nie tylko w osobie reżysera czy operatora, którzy od razu przekazują nam swoje uwagi, ale też całej ekipy - oświetleniowców, szwenkierów, którzy siedzą za kamerami, chłopaków noszących kable... jeśli uda mi się ich rozśmieszyć, albo wzruszyć wiem, że jest dobrze. I to jest wyjątkowo trudne zadanie, bo w teatrze wszystko dzieje się raz i akcja mknie do przodu, ale jeśli dajesz radę rozśmieszyć ekipę w kolejnych dublach to jesteś faktycznie niezły. A na planie "Rancza" czy "Ile waży koń trojański?" miałam się od kogo uczyć...

A kim według Pani jest Aktor?

Aktor to dla mnie przede wszystkim zawód, profesja, którą chcę wykonywać dobrze, uczciwie i która daje mi szansę na ciekawe, nienudne życie. Nie dopisywałabym do aktorstwa wielkich słów, ani misji, choć rzeczywiście często aktorzy są przepytywani w charakterze autorytetów. I tu znów wesprę się angielskim powiedzeniem "With great comes great responsibility", czyli niedosłownie "Im więcej dostałeś, tym więcej oddaj". Wielką nauczycielką jest w tej dziedzinie dla mnie Anna Dymna, z której Fundacją od lat współpracuję. Ona oddaje w dwójnasób wszystko, co dostała: sławę, karierę, wielki talent i urodę.

Co oznacza według Ciebie stwierdzenie: być wiernym sobie?

Odpowiem trochę przewrotnie... być wiernym sobie to czasem mieć odwagę zaprzeczyć swoim dotychczasowym poglądom. Ciągle doskonalę się w sztuce uważnego słuchania siebie, słuchania innych, przede wszystkim bliskich i byciu "tu i teraz". Często wpadam w taki zadaniowy tryb. To i to mam do zrobienia i pędzę, a umykają mi rzeczy najważniejsze. Teraz staram się nie być "wierna sobie", bo to oznaczałoby wieczną gonitwę. Teraz uczę się zwalniać...

Co w najbliższych planach?

Najbliższy plan to poród i pierwsze chwile z naszym maleństwem. Jesienią wracam do pracy, pojawiła się nowa interesująca propozycja teatralna wśród samych gwiazd, ale na razie najważniejsza jest rodzina. Drugiej takiej chwili nie będzie.

NASI PARTNERZY: