Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Nowy klip Michała Szpaka "Tic Tac Clock" już w sieci
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Otwarcie Holistic Clinic
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

Lubię siebie

Dodano: 2015-10-05 Autor: Marzena Lipowska

Tagi: Jan Krzysztof Szczygieł, Marzena Lipowska w rozmowie z Janem Krzysztofem Szczygłem, wywiad Media Elite z Janem Krzysztofem Szczygłem, Szczygieł aktor

Wywiad z Janem Krzysztofem Szczygłem, aktorem.

Rozmawia: Marzena Lipowska



Fot. Agencja Spinka


Współpracowałeś ze światowej sławy reżyserem Andriejem Konczałowsky'm przy realizacji "Króla Leara". Nie mogę zapytać o to, jaka była to współpraca i czy przydaje się obecnie zdobyte podczas owej współpracy doświadczenie?


Tak. To było ponad pięć miesięcy prób i wiele spotkań już po premierze, gdy przylatywał do nas z Moskwy albo z Rzymu do Teatru na Woli, by jeszcze szlifować spektakl po tak zwanym „zdaniu”. Andriej to człowiek wielkiego formatu o wielkiej potędze osobistego uroku. Zwracał uwagę na szczegóły takie jak pot czy brud za paznokciami. Miał świadomość, że to teatr i że widz ma pewną odległość do aktora, która może przeszkadzać w dostrzeżeniu takich detali, ale sama świadomość u aktora, że ma pot na czole albo brudne dłonie jest tym, co przenosi się na widza. Była taka scena, kiedy wchodziłem na scenę do księcia po przebyciu konno sporego dystansu. Mowa o fabule spektaklu. Można grać zmęczenie. Postanowiłem jednak, że lepiej zadziałać na ciało tak, jakbym faktycznie przebył konno kilkadziesiąt kilometrów. Przed wejściem na scenę robiłem przysiady i pompki. Efekt był znakomity. Andriejowi bardzo to odpowiadało.


"Samowolka", "Weekend", ale i "Czas Honoru", "Barwy Szczęścia". Gdzie się lepiej czujesz - w filmie, serialach, a może na deskach teatru?


Przywołałaś trzy gatunki sztuki, prawie jak jeden, ale jednak nie. Teatr to miejsce, gdzie aktor ma czas na pracę nad sobą i nad rolą podczas kilkudziesięciu prób z reżyserem, partnerami oraz poza tymi próbami, gdy wychodzi się z miejsca próby i układa się postać w głowie, gdy się ją wizualizuje. Lubię ten rodzaj pracy. Pamiętam, gdy dwadzieścia trzy lata temu pracowałem nad monodramem. Grana postać to szachista. Historia z lat 80-tych. Szukałem wtedy charakteru szachisty. Jak on się zachowuje? Czegoś charakterystycznego. Była późna wiosna 1993 roku w parkach w Łodzi - a jest ich kilka - były murowane stoły z szachownicami. Gdy było ciepło gromadzili się tam faceci w średnim wieku, by spędzać czas, grając w szachy. Chodziłem tam i godzinami z pewnej odległości przyglądałem się, jak się zachowują. Szukałem niestandardowych zachowań. Jeden z nich był kapitalny. Gdy myślał nad ruchem, cały czas intensywnie poruszał prawą stopą u nogi, założonej na kolano w poziomie, a gdy wykonywał ruch, noga zamierała w bezruchu i gdy przestawił pionka, i dalej ruszał. Świetne. Na to pozwala teatr. Aktor ma czas uczyć się zachowań. W serialu jest inaczej. Jest presja czasu. I to też jest ciekawe. Środki wyrazu są inne. Trzeba korzystać z narzędzi już zgromadzonych przez lata w pracy aktorskiej. Film fabularny, w którym pracę lubię najbardziej jest - podobnie jak teatr - miejscem dużych możliwości poszukiwania i przyswajania narzędzi. Serial i film różnią się od teatru. Trzeba mieć wielką odporność psychiczną. W teatrze jest ciepło, a film czasami trzeba realizować na 20 stopniowym mrozie albo wczesną wiosną w nocy czekać na wschód słońca. Przypomina mi się etiuda operatorska. Realizowaliśmy to nad rzeką. Gdzieś w lesie. Przybyliśmy tam wieczorem, aby o wschodzie realizować zdjęcia. Było nas czterech aktorów. Zadanie było takie, że o wschodzie słońca z rzeki wyłania się czterech, prawie nagich mężczyzn, niosących białą lektykę. Musieliśmy nad ranem cali wejść do rzeki i zanurzyć się tak, by lustro wody nie dawało znaku, że ktoś jest pod spodem. Woda była bardzo zimna. To była przygoda. Wracając do pytania - najbardziej lubię pracować w zespołach ludzi, którzy cenią pracę i człowieka, są otwarci, wspierają się wzajemnie, nie przeszkadzając sobie jednocześnie. Teatr, serial, film to głównie praca zespołowa. Jest się jednym ogniwem w łańcuchu. Łańcuch jest ważny, ale gdy jedno ogniwo pęknie - cała praca się rozsypuje.


Co cenisz w młodzieży? Poczucie humoru, zdrowy dystans do siebie, a może ciekawość świata? A no bo jesteś przecież i wykładowcą, pedagogiem, a także wychowawcą młodzieży.

Z młodzieżą pracuję od wielu lat. Lubię ich entuzjazm, świeżość i kreatywność. Bardzo wiele od nich otrzymuję. Chcę się do nich dopasować, do ich myślenia i energii życiowej, by następnie ich poprowadzić z niedojrzałości do dojrzałości, z nieświadomej niekompetencji przez świadomą niekompetencję, a następnie świadomą kompetencję aż do nieświadomej kompetencji. Pokazać im mój świat, wprowadzić ich w niego. Nauczyć smakować. Wydaje mi się, że dzisiejszy młody człowiek działa bardzo szybko, że nie smakuje otaczającego go świata. Nie jestem też wolny od porównań. Porównuję ich do siebie, gdy byłem w ich wieku. Moje czasy, gdy miałem osiemnaście czy dwadzieścia dwa lata były inne - bez urządzeń multimedialnych. Myślę, że młodzi są inni niż my w ich wieku, ale to bardzo dobrze. To naturalny bieg rzeczy (...) Często widzę zdziwienie na twarzach młodych ludzi, gdy przytaczam im jedno zdanie: „Ci, którzy są wystarczająco szaleni, by myśleć, że są w stanie zmienić świat, są tymi, którzy go zmieniają.”, jak mawiał Steve Jobs… i tak ich z tym zostawiam.


Co kochasz w Tatrach? Kiedy narodziła się miłość?


Każdy człowiek odbiera świat inaczej. Mamy pięć zmysłów. Każdy z nas ma jeden przewodni, dominujący, którym zbiera informacje ze świata. Choć wszyscy… no prawie...mamy taki sam układ nerwowy i pięć zmysłów: widzimy, słyszymy i odczuwamy świat w ogromnie zróżnicowany sposób. Mój przewodni zmysł to słuch, a następny to czucie. Tatry są dla mnie resetem. Zamieniam zgiełk miasta na dźwięk strumieni górskich, na szum wiatru w tatrzańskich świerkach albo tatrzańską ciszę na szczytach. Lubię słuchać tę ciszę. Przynosi ona ukojenie. Lubię też chłód dotykanej skały albo jak oddaje ona ciepło po całym dniu ogrzewania przez promienie słońca. Lubię Tatry latem i zimą. Latem, gdy wychodzę sam, zmierzam do miejsc odludnych, by kontemplować. Mam taką ulubioną kontemplację, która się nazywa „Ad Amorem” i tak zaszywam się na godzinę czasu, gdy jest słonecznie. Smakuję wtedy to, co słyszę, czuję i to, co widzę. Lubię oddychać tatrzańskim powietrzem. Potem noszę te obrazy w sobie i często do nich wracam. Zimą jest inaczej. Bardziej sportowo. Nastawiam się wtedy na wysiłek fizyczny. W określonych miejscach konieczna jest większa koncentracja z uwagi na różne niebezpieczeństwa, jak nawisy śniegu czy szczeliny. Co jeszcze lubię? Lubię górali, całą ich kulturę i bezpośredniość. Powiem Ci, że właściwie już nie spędzam urlopu nad morzem czy jeziorami, które są piękne. Góry to taka metafora życia. Trzeba dużego wysiłku fizycznego i psychicznego, by wejść na szczyt, ale gdy się już ten szczyt osiągnie, to czeka nas nagroda. Zawsze. Nawet, gdy jest wielka mgła i nic nie widać. To jest to, co lubię od dwudziestu pięciu lat. Kilka razy w roku.



Fot. Konrad Gelert



Jaki według Ciebie powinien być reżyser? Czy empatia się przydaje?


Reżyser według mnie? Hm... To super lider. Powinien łączyć w sobie wiele cech. Świetnie zarządzać sobą i ekipą, z którą pracuje i której przewodzi. Zarządzać i przewodzić, dyscyplinować siebie i innych, inspirować i motywować, umieć delegować zadania. Reżyser to dla mnie człowiek, którego powinna cechować mądrość i dojrzałość życiowa. I powinien być zawsze wyspany. (uśmiech) Powinien mieć takie cechy ojca i matki. (uśmiech). Tak, tak... to bardzo ważne. Pracowałem z wieloma reżyserami i sam reżyserowałem. Wielu kolegów nie umie pracować z aktorem albo nie chce. Spotkałem też wielu, którzy potrafili wydobyć z aktora niesamowite rzeczy. Aktor potrzebuje prowadzenia.


Aktorstwo to…


Powiem krótko – to działanie. Działanie na siebie i na innych, ukierunkowane na zmianę – jeśli jest taka konieczna. Dla rozwoju człowieka, a nie dla upadku człowieczeństwa.


Zagrałeś ostatnio główną rolę?

Tak - w krótkometrażowym filmie pod tytułem „EST” w reżyserii Julii Groszek, wpaniałej młodej reżyserki, w ramach 48 Hour Film Project Poland. To rola Karola. Zdjęcia do filmu robił Tomasz Wójcik. Film opowiada o człowieku, który ma drugie „ja”, ma dwa światy, korporacyjny i ten własny, prywatny, niedostępny dla innych. Można by rzec, że każdy człowiek ma takie drugie „ja”. To była bardzo dobra praca ze wspaniałą ekipą realizacyjną.



Jesteś od dziesięciu lat trenerem i coach’em. Co według Jana Krzysztofa Szczygła jest ważne w sztuce wystąpień i w samym dbaniu o wizerunek?

Urok osobisty. „Kiedy mówimy o uroku osobistym, nie chodzi nam o dobre maniery, atrakcyjny wygląd czy elegancki styl, chodzi nam o coś znacznie głębszego i ważniejszego, prawdziwy urok wykracza poza powierzchowność, to szczególna zdolność niektórych ludzi do nawiązywania niezwykłej więzi z innymi, sprawiającej, że ci inni, czują się w ich obecności wyjątkowo, urok osobisty to ujmująca cecha, na którą reagujemy bardzo intensywnie i emocjonalnie, niemal instynktownie i okazuje się, że to nie jest w genach, lecz można się tego nauczyć. Warto, zatem podjąć takie działania, gdyż jest to najcenniejsza cecha ludzka, najsilniej działająca na innych i narzędzie do wywierania dobrego wpływu”. Urok osobisty to podstawa każdej relacji ludzkiej. Oczarowywać innych i być oczarowanym innymi.


Jaki jest Jan, kiedy zostaje "sam na sam" ze sobą i swoimi myślami? Czy często zdarzają się takie chwile?

Bardzo lubię swoje towarzystwo. Lubię siebie. Zdecydowanie wolę własne towarzystwo, gdy mam do czynienia z ludźmi o roszczeniowej postawie, nastawionymi na siebie, na branie, a nie dawanie. Jaki jest Jan, gdy zostaje sam? Prawdziwy. (uśmiech) Zawsze jest prawdziwy, choć tak naprawdę nigdy nie zostaję sam. (uśmiech) Jednak w Twoim rozumieniu - ujmijmy to tak - to bardzo w tej „samotności” lubię kontemplować, lubię porządkować to, co było i to, co będzie i obierać cele. Cel - bowiem - wyłącza mechanizm porażki.

Credo życiowe…

A może motto albo dewiza? Credo bowiem jest jedno, przynajmniej dla mnie, a dewiza? Może być jedna, a może być ich wiele. Oznacza to, że dziś moją dewizą jest: „Czasem wygrywasz, a czasem się uczysz”. Jutro to może się zmienić.(uśmiech) Bardzo bliska jest mi dewiza Stanów Zjednoczonych: „In God we trust” - Zabrzmiało dostojnie.



Fot. Agencja Spinka

NASI PARTNERZY: