Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Kucner w roli głównej
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Marcin Czyżewski w roli głównej
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

Lubię wyzwania!

Dodano: 2014-05-09 Autor: Marzena Lipowska

Tagi: Jerzy Grzechnik, wokalista, wywiad z Jerzym Grzechnik, Marzena Lipowska w rozmowie z Jerzym Grzechnik


Marzena Lipowska w rozmowie z Jerzym Grzechnikiem, wokalistą.





Fot. JuCho








Czego Jurku wciąż szukasz i ... nie możesz znaleźć?

Z poszukiwaniami wiąże się całe życie człowieka. Sam cel być może nie jest nawet aż tak istotny, jak proces dążenia do niego. Dopóki człowiek żyje, to poszukuje – inspiracji, samodoskonalenia, sposobów na osiągnięcie szczęścia i spokoju. To kształtuje naszą rzeczywistość i światopogląd. Mam nadzieję, że w moim wypadku te poszukiwania nie skończą się nigdy. Nie zapominajmy, że na przestrzeni lat zmieniają się priorytety i perspektywa widzenia świata, więc cały proces poszukiwań rozpoczyna się na nowo. Jeśli któregoś dnia on ustanie, będzie to oznaka stagnacji lub zmęczenia. A tego nie życzę nikomu.

Niemal codziennie jesteś obecny na scenie Teatru Studio Buffo w Warszawie. Jak Ci się tam bywa?

Teatr Studio Buffo to dla mnie wyjątkowe miejsce. Bywałem tam jako widz, jeszcze zanim zacząłem śpiewać. To tam rodziły się nieprzeciętne osobowości sceny i tam powstawały legendarne spektakle muzyczne. To miejsce ciężkiej pracy, często związanej z ogromnym stresem, ale zarazem źródło inspiracji artystycznej i samorealizacji. Myślę, że jestem od niego "ostro uzależniony".

Wokalistą się jest czy się bywa? Jak się czujesz w tej roli? Można powiedzieć, że zarabiasz na chleb, śpiewając?

Wokalista to nazwa mojej profesji, czyli źródła zarobku. Jeśli się śpiewa regularnie, można sobie takie miano przypisać. Natomiast jeśli ktoś czuje się wewnętrznie artystą, to nigdy nie przestaje nim być, bez względu na wykonywany zawód. Wiem, że w mojej głowie od dziecka kłębiły się myśli, których ujścia szukałem w rozmaitych formach wyrazu. Dotychczas, najbardziej satysfakcjonującym sposobem ekspresji jest dla mnie śpiew, bo to on nadaje mi sens życia i motywuje do codziennego wstawania rano, ale czy tak będzie zawsze? Tego nie wiem.

Czy muzyka to Twoja pasja? Czym jest dla Ciebie pasja?

Bez wątpienia moją pasją jest śpiew, a muzyka to źródło inspiracji, chociaż do działań artystycznych popychają mnie najrozmaitsze bodźce. Staram się być otwarty na wszystko, co mogę odczuć zmysłami, a przede wszystkim na obraz i dźwięk. Kiedyś zainspirował mnie mój sen, czego owocem jest autorska piosenka „Rajd wśród złotych łanów”. Inną piosenkę wymyśliłem, czekając w samochodzie na spotkanie z kumplem. Tak więc nigdy nie wiadomo, kiedy może rozpocząć się proces twórczy. Natomiast samych pasji miałem w życiu wiele. Jak je zdefiniuję? To przede wszystkim czynności lub zjawiska, na które zawsze jest za mało czasu i człowiek nie może się nimi nigdy do końca nasycić.




Fot. M. Derlicki




Fot.JuCho









Jak wspominasz swoje pierwsze kroki na profesjonalnej scenie?

Z początkowego okresu mojej pracy w teatrze pamiętam niewiele. Intensywność działania była tak duża, że moja świadomość po prostu nie nadążała za wydarzeniami wokół. Byłem nakręcony, harując niczym mały robot. Oprócz opanowania materiału do wszystkich spektakli, granych wówczas na scenie Buffo i wejścia z dnia na dzień na główną rolę Jana w Metrze, miałem jeszcze przez pewien okres cotygodniowe „egzaminy” wytrzymałości i stresu w programie telewizyjnym, rejestrowanym na żywo przez TVP1. Mam na myśli "Przebojową Noc". Dopiero po roku takiej pracy, gdy poczułem, że w mojej głowie wszystko się w miarę ułożyło, uświadomiłem sobie, jak ogromny szmat drogi pokonałem. To był okres, w którym bez wątpienia najwięcej się nauczyłem.

O czym marzy Jerzy Grzechnik prywatnie i zawodowo?

Ciężko mówić o marzeniach, gdy się ma w duszy ciągły niepokój. Myślę, że taki stan towarzyszy większości artystów. Z wykształcenia jestem co prawda menedżerem - skończyłem Wydział Zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim, ale daleko mi do opanowania, strategicznego myślenia i skalkulowanego działania. Wręcz przeciwnie. Daję się notorycznie targać emocjom i uczuciom, a sfera marzeń jest dla mnie z założenia nieosiągalna, więc po co się na niej koncentrować? Od pewnego czasu głównie skupiam się na krótkich ramach czasowych, bez snucia dywagacji na temat tego, co może wydarzyć się w dalszej przyszłości. Trzeba żyć intensywnie i poznawać świat z najróżniejszych stron. Drugiej szansy nie dostaniemy. A jak długo będziemy chodzić po tej ziemi - tego nie wie nikt.





Jerzy Grzechnik - Ile razy

Źródło klipu: YouTube










Patrząc w przyszłość, zapewne jesteś otwarty na nowe. Czego oczekujesz z utęsknieniem, jeśli chodzi o karierę muzyczną?

Lubię wyzwania. Człowiek ma możliwość rozwijać się tylko wtedy, gdy podwyższy sobie poprzeczkę. Prócz sceny Teatru Buffo, staram się realizować swoje osobiste projekty artystyczne, związane z muzyką, głównie pracując nad autorskimi numerami. Z otwartymi ramionami przyjmuję wszelkie propozycje, dzięki którym mam szansę zdobyć nowe umiejętności i doświadczenie w zawodzie. Natomiast ogólnie mówiąc, staram się nie oczekiwać, bo rzadko się zdarza, żeby oczekiwania odpowiadały w 100% temu, co przyniesie nam rzeczywistość, a późniejsze leczenie niespełnienia i frustracji jest bezsensowną stratą czasu i energii.

Credo życiowe...

Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. Tylko trzeba uważać, żeby blizny po ranach zbyt często się nie otwierały. Na razie jeszcze nie wiem, jak temu zapobiec, ale mam nadzieję, że kiedyś się nauczę.

Co chciałbyś mi powiedzieć, co być może przeoczyłam? (śmiech)

Mówić mógłbym w nieskończoność, ale najpierw musiałbym mieć pewność, że ktoś mnie będzie słuchał... Mogę dodać tylko, że wrażliwość, jaką obdarzył mnie los, nie zawsze jest błogosławieństwem. Życzę wszystkim młodym ludziom, którzy czują w sobie pasję tworzenia i artystyczną duszę, żeby "nie dawali się" chwilowym wahaniom nastrojów i utracie wiary w sens działania. Pamiętajcie, że sztuki nie można określić jednoznacznie i wykonując ją nie zawsze jesteśmy świadomi jej pełnej wartości, ale ocena tego nie do nas należy. Kto wie - być może naszym jednym pozornie nieistotnym występem przyniesiemy komuś ukojenie w bólu lub nawet zmienimy kierunek czyjejś drogi życiowej. Myślę, że właśnie dlatego warto być artystą.

Dziękuję Ci Jurku, bo właśnie wskrzesiłeś we mnie wiarę, że nie wolno się poddawać, dopóki żyjemy na tym świecie!




Fot. JuCho


NASI PARTNERZY: