Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Kucner w roli głównej
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Marcin Czyżewski w roli głównej
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

„Galerioza” – przedświąteczna przyjemność czy już choroba?

Dodano: 2014-12-17


Nadszedł grudzień. Z jego początkiem nie nadeszła w tym roku prawdziwa zima, a mikołajkowy 6 grudnia nie przywitał nas białą pokrywą śniegu za oknem,jak to bywało w latach ubiegłych ku uciesze najmłodszych, ale i nieco starszych dzieci- między innymi moje.



Fot. Magdalena Sobieska


Warszawa przywitała jednak grudzień bardzo pięknie i jasno. I to dosłownie- miała bowiem miejsce wielka iluminacja, stanowiąca od kilku lat sporą atrakcję dla Warszawiaków i nie tylko. Całe Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat zapraszają feerią barwnych światełek w kształcie prezentów, choinek i bombek. Wszystkie latarnie bogato ozdobione prowadzą nas światłem z Ronda De Gaulle’a aż do coraz to piękniej z roku na rok ozdobionej choinki na Placu Zamkowym. Tysiące ludzi spaceruje i robi sobie zdjęcia ze świecącymi figurkami. Święta zbliżają się wielkimi krokami. Widać to, słychać i czuć. Zaroiło się od miasteczek świątecznych, rozbrzmiewających piosenkami w bożonarodzeniowym klimacie, pachnących ciastem dla młodszych i grzanym winem dla nieco starszych amatorów zimowych spacerów.

Zanim jednak atmosfera świąteczna zagościła na dobre na ulicach naszego miasta, od dawna była już obecna w galeriach handlowych. Mam wrażenie, że z każdym rokiem magia Świąt wkracza do nich coraz wcześniej…. w zasadzie tuż po 1 listopada można już było gdzieniegdzie zaobserwować witryny sklepowe w świątecznym klimacie. I z każdym dniem ludzi w galeriach przybywa.

Postanowiłam dziś pochylić się nad tym tematem, ponieważ co roku wraca on jak bumerang i wciąż nie potrafimy znaleźć odpowiedzi na pytanie: Dlaczego - mimo kryzysu i faktu, że wszyscy narzekamy na galerie- poddajemy się temu dzikiemu grudniowemu szałowi zakupów?

Przy spektaklu „Klejnoty” w Teatrze Komedia mam przyjemność pracować ze wspaniałym aktorem, Marcinem Perchuciem. Jakiś czas temu w prasie kobiecej natknęłam się na wywiad z nim, który z ciekawością przeczytałam, w którym to Marcin zwraca uwagę na zjawisko poruszane przeze mnie na tych stronach. Urzekła mnie wymyślona przez niego nazwa, której pozwoliłam sobie tutaj użyć, ponieważ niezwykle trafnie określa zjawisko dotykające coraz większej ilości osób.


„Galerioza to choroba. Zamiast przeżywać święta, piec makowce i serniki, ubierać choinkę, iść na sanki i spędzać czas razem, chodzi się po galeriach, by upolować kolejny prezent”- mówi w rozmowie z gazetą mój teatralny kolega.

Zgadzam się z nim w stu procentach. Chyba wszyscy obserwujemy rosnący tłum w centrach handlowych. Zastanawiam się każdego roku, na ile nasza obecność w tego typu miejscach wynika z prawdziwej potrzeby przygotowania się do Świąt Bożego Narodzenia, a na ile jest to puste bieganie po sklepach. Wciąż mówi się o wszech panującym kryzysie i braku czasu wynikającym z pracy na kilku etatach, skąd zatem mamy fundusze i czas, by trwonić je w galeriach?

Myślę, że to temat pułapka, bo prawie wszyscy na to narzekamy, jednocześnie dając się w nią złapać. Z jednej strony jest to oczywiste- przecież galeria to miejsce, w którym znajdziemy wszystko czego potrzebujemy- od spożywczego, drogerii, księgarni, przez niekończące się sklepy z odzieżą, po pralnię i sprzęt AGD. Jednocześnie możemy zjeść tu obiad w każdej kuchni świata i wypić kawę, wybraną spośród dziesiątek rodzajów. To wygodne.

Nie neguję zakupów w galeriach, sama jestem bywalczynią centrów handlowych, chociażby w wyżej wymienionych względów. Jednak zastanawia mnie co innego- na ile nasza obecność w tego typu miejscach jest wynikiem potrzeby, a na ile pozornego przymusu, który pozwala nam uciec od prawdziwego bycia razem. Często, będąc na zakupach obserwuję rodziny, które szczególnie w weekendy całe godziny spędzają w galeriach. Są niby razem, a jednak osobno, ponieważ mama biega po sklepach z ciuchami, dzieci bawią się w kąciku dla nich przeznaczonym bądź jedzą kolejne frytki w McDonaldzie, a tata siedzi przed przypadkowym butikiem na ławce i znudzony gra lub przegląda kolejne aplikacje na swoim smartfonie. Czy tak powinno wyglądać rodzinne przygotowywanie się do świąt? Chyba nie… Choć teoretycznie nikomu nie można nic zarzucić, bo „przecież trzeba zrobić zakupy” i przecież „jesteśmy wszyscy razem”.

Nie chciałabym używać sformułowania „kiedy ja byłam dzieckiem”, bo zabrzmiałoby to zapewne pretensjonalnie, mimo iż teoretycznie było to w zeszłym stuleciu, jednak prawdą jest, że w czasach kiedy nie było galerii, nie było dostępu do wszystkiego, był dostęp do siebie nawzajem. I był czas na sanki, na spacer i wspólny obiad przy domowym stole.
Jestem przekonana, że to, o czym wyżej wspominam nie dotyczy wszystkich rodzin. Wiem, że są takie, w których zachowany jest umiar i umiejętność wspólnego przeżywania świąt, a nie tylko prezentów, bo przecież nie one są, wbrew pozorom, najważniejsze. I nie wiem, czy moje rozważania mają większy sens, bo niewiele możemy poradzić na to, co nas -chciał- nie chciał- pochłania (choćby nawet z braku czasu), jednak głęboko wierzę, że warto przystanąć i zastanowić się, po co właściwie po tych galeriach biegamy. Teoretycznie wszystkie te zakupy mają nam zagwarantować piękne święta, o których przez długi czas mówić będzie cała dawno niewidziana rodzina, ale czy na pewno?

Bardzo życzyłabym wszystkim, aby przez chwilę zastanowili się nad tym, czym chcą, aby był dla nich ten świąteczny czas. By skupili się na cieple domowego ogniska i rozmowach z najbliższymi, które w tym właśnie okresie stają się często łatwiejsze, by „zatrzymali na chwilę świat”- jak śpiewa Anna Maria Jopek w jednej ze swoich piosenek.

Jestem (często) niepoprawną optymistką i wiem, że w końcu opamiętamy się i znajdziemy harmonię między tym, co konieczne a tym, co ważne i że „galerioza” nie będzie chorobą postępującą.
A póki co - WESOŁYCH I ZDROWYCH ŚWIAT!!!

NASI PARTNERZY: