Akceptuję
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej  szczegółów w naszej „Polityce Prywatności”.
Kucner w roli głównej
Markowska na otwarciu kliniki Gojdzia
Marcin Czyżewski w roli głównej
PROJEKTANTKI SUKCESU W ROLI GŁÓWNEJ
Artur Gotz w roli głownej
Karolina Motylewska by Piotr Ciepał
The Stylist Agnieszka Bereś
IZABELA TROJANOWSKA „NA SKOS”
Jedyne takie Apartamenty Ambasada
TOMASZ DOLSKI: TO JEST TO
Paryski szyk
Kony w roli głównej
Agnieszka Mrozińska: Nie kocha się dla zalet
Mia Stilo by Agnieszka Bonisławska
Stylizacje modowe
Felietony KAROLINY NOWAKOWSKIEJ
KULINARNE LIVE SHOW Z SZYMONEM CZERWIŃSKIM
Sesja Kasi Paskudy zakończona sukcesem
Sylwia nowak i jej Ukradnij
Warszawski sen
Eliza Gwiazda w PAP Life
Czy most może zakochać się w rzece?
Agnieszka i jej AGNES WUYAM
Modowe stylizacje
Niemożliwe nie istnieje
Pokazy mody i eventy

Idąc prosto przed siebie nie ujdziesz za daleko

Dodano: 2017-04-14 Autor: MEDIA ELITE PRESTIŻOWY MAGAZYN ONLINE

Tagi: Nu Clear 2017, nowy wywiad z Urzędowskiem, Urzędowski i Bonisławska

Nu Clear 2017

Nu Clear 2017 to debiutancka kolekcja Marcina Urzędowskiego, inspirowana wizją post apokaliptycznego świata, walczącego o przetrwanie w nuklearnej rzeczywistości. Istotną cechą tej osobliwej kolekcji jest jej recyklingowy charakter, sposób doboru faktur i tkanin oraz spójna kolorystyka. Autor w umiejętny sposób łączy swoje zamiłowania do plastyki, kultur plemiennych i majsterkowania. Jak sam wyznaje: „Tworzenie tych kostiumów było jedną, wielką, nieustającą przygodą, w której często sięgałem do dziecięcej, chłopięcej wyobraźni, tworząc coś z niczego. To była przygoda na kształt patyka, który gdy masz 10 lat zamienia się nagle w gwiezdny miecz albo procę i stanowi twój oręż w obronie „bazy” w krzakach. Buszując po złomowiskach, odnajdując w piwnicy pudła pełne rupieci, stworzył Urzędowski unikalną kolekcję, stanowiącą odzwierciedlenie nie tylko jego estetycznych upodobań, ale i sięgnął głębiej, dotykając problemu utylizacji śmieci czy recyklingu. W kostiumy wplecione są różnorodne elementy sprzętów kuchennych, motoryzacyjnych, a nawet dziecięcych zabawek, które po odpowiednim przerobieniu zyskały nowego wymiaru i znaczenia. Przyglądając się tej kolekcji zauważymy inspirację takimi kreacjami jak: Mad Max, Waterworld czy Faulcat, odnajdziemy wizję walki o wodę czy skrawek czystej zieleni w świecie zalanym radioaktywną falą. Jaki jest nuklearny świat Marcina Urzędowskiego? Na pewno nieodkrywczy, bo temat jest stary jak świat. Ale z całą pewnością jest ciekawy, osobliwy, bo stworzony przez muzyka, plastyka, i człowieka, który podchodzi z dziecięcą fascynacją do wszystkiego, co w życiu robi.





GRZEGORZ WICIAK PHOTOGRAPHY


Media Elite:
Nu Clear ?

Marcin Urzędowski:
Taką figurę stylistyczną wymyśliłem dla nazwania stworzonej przeze mnie kolekcji ciuchów, inspirowanych wizją post apokaliptycznego świata, który walczy o przetrwanie w nuklearnej rzeczywistości. Właśnie słowo „nuklearny” było moją inspiracją przy tworzeniu tej dla mnie arcy ciekawej kolekcji.


M.E: Marcinie, znany jesteś jako muzyk perkusyjny, który nie boi się eksperymentalnych brzmień, jako body painter i stylista, płynnie poruszający się po świecie Etno. Skąd pomysł, by stworzyć własną kolekcję i w dodatku tak odmienną od tego, do czego nas przyzwyczaiłeś?


M.U: Jako muzyk perkusyjny pracuję już od blisko 20 lat, wciąż poruszając się w szeroko rozumianym kręgu instrumentów ręcznych etnicznych. Zaczynałem od afrykańskiego bębna Djembe, ale dość szybko moje rytmiczne upodobania wyewoluowały do czegoś, co można by nazwać muzyką eksperymentalną, perkusyjnym teatrem. Malowaniem ciała zająłem się nieomal jednocześnie powołując do życia Grupę Tamtamitutu, łączącą plemienną muzykę i taniec w makijażu ciała. Te etniczne inklinacje można dostrzec w tworzonych przeze mnie scenicznych kostiumach, będących uzupełnieniem malunków. Wszystko działo się równolegle i te działania na długie lata wpisały mnie w nurt Etno, zarówno w świecie muzyki, jak i plastyki. Obecnie nie mieszkam już w Krakowie, z żoną przenieśliśmy się do Warszawy, która znacznie odbiega od nieśpiesznej poetyki Krakowa. To miasto jest niczym miejska dżungla, w której walczysz o bycie na topie, o bycie zauważonym, o swoje 5 minut. Osobiście nie rozpycham się łokciami o własną przestrzeń, wciąż poruszam w dość niszowej materii, niemniej musiałem odrobinę przeorganizować swoje życie, zerknąć na wiele spraw pod innym kątem, przyzwyczaić się do tutejszego tempa. To zmienia optykę. Stwarza także nowe możliwości. Wiesz co powiedział Mały Książę - mój literacki ulubieniec o drodze ? Że „idąc prosto przed siebie nie ujdziesz za daleko”. Tak właśnie postrzegam tutejszą rzeczywistość. Zmieniły się warunki, więc nie mogę iść wciąż tą samą, wytyczoną przed lat i w innych realiach drogą. Nu Clear to dla mnie pewnego rodzaju rozdroże. Skręcam. A dokąd mnie to doprowadzi - czas pokaże. Chcę spróbować czegoś nowego, odkryć nieznane mi wcześniej lądy. To jak z podróżą. Nie cel podróży jest fascynujący, ale droga do niego przebyta.

M.E: Porozmawiajmy przez chwilę o tej kolekcji. Zdradzisz nam jakieś szczegóły? Znając Cię mogłabym zaryzykować pytanie, że projektując i tworząc te ciuchy, nie wykrawałeś materiałów z szablonu, a i zapewne nie użyłeś maszyny do szycia. Zrobiłeś cokolwiek standardowego?


M.U:
(śmiech) Masz rację! Cały proces twórczy to zwariowana, niczym nie skrępowana radość tworzenia, czyli tak jak lubię. Odkąd pamiętam przekraczanie barier, łamanie stereotypów, wykraczanie poza normy i utarte schematy było moją domeną, nie inaczej było przy tworzeniu „Nu Clear.” Z nieskrywaną radością odkryłem, jak niezwykle ciekawym procesem jest podpalanie różnego rodzaju tkanin. Okazuje się, że jedne się topią, inne falują, tworząc fakturę niczym księżycową powierzchnię, jeszcze inne dają się po podpaleniu targać, kruszyć, czy rozwarstwiać. To było niesamowite doświadczenie. Podobną radość miałem z barwienia i postarzania tkanin. Wylewanie na tkaniny soku z cytryn, czy przypalanie ich żelazkiem, to tylko ułamek z licznych zabiegów, które zastosowałem, by tworzone ciuchy finalnie wyglądały, jak po wojnie nuklearnej. Plastyczne techniki znane z czasów, w których malowałem obrazy znalazły zastosowanie przy tkaninach. Długie lata posługuję się farbami do ciał, ich moc w kolorowaniu tkanin okazała się bezcenna. Do tego sporo eksperymentów, odwagi, własnej kreatywności i okazuje się, że nie musisz znać podstaw projektowania, by stworzyć coś co cieszy oko. Wielu znanych poznanych przy okazji tworzenia muzyki do pokazów mody projektantów, wyznaje w kuluarach, że zaczynali nie mając pojęcia o podręcznikowych zasadach projektowania czy szycia. Ja całe życie byłem samoukiem, zarówno w warstwie muzycznej, jak i plastycznej. W nowej przygodzie z ciuchami jest nie inaczej.


M.E: Wspomniałeś, że wielokrotnie tworzyłeś muzykę do pokazów mody, ujawnisz nam dla kogo i czy branie czynnego udziału w pokazach przyczyniło się do decyzji o stworzeniu własnej kolekcji?

M.U: Ta przygoda zaczęła się wiele lat temu od pokazu mody ekologicznej, do której grałem na afrykańskich bębnach w nieistniejącym już w Krakowie klubie Mehanoff. Miałem może ze 20 lat i wielkie wrażenie zrobiły na mnie ciuchy stworzone z traw, zbóż i kory drzew. Nie zapamiętałem nazwiska projektantki, ale ten wieczór coś zmienił w moim życiu. Przekonałem się wówczas, że grana przeze mnie muzyka może być użyteczna, może coś kreować, na coś mieć wpływ. Modelki poruszały się w rytm bębnów, kołysząc biodrami i nęcąc gości obfitymi piersiami, a ja czułem się, jakbym zdobył świat. To była fantastyczna noc. Wiele lat później w Zakopanem poznałem jedną z moich ulubionych projektantek, AGĘ POU, która oczarowała mnie swoimi projektami. Gdy zostałem poproszony o stworzenie muzyki do kolekcji „Zaplatani” - byłem w siódmym niebie. Na łódzkim Fashion Week „Zaplątani” było jedyną kolekcją z muzyką na żywo, gdzie obok moich bębnów, szamański śpiew Hanki Wójciak i schizofreniczny, przesterowany, jakby nie z tego świata saksofon Artura Gacka podkreślał etniczny, niezwykle misternie zdobiony charakter kolekcji. Aga Pou wygrała wówczas ten konkurs. My zagraliśmy jako Grupa Tamtamitutu. Często zdarza mi się także pracować u boku Marioli Turbiarz, która słynie z tego, że do prezentacji swoich kolekcji zaprasza znanych z teatru i telewizji aktorów, jak i ludzi sztuki. Branie czynnego udziału w takich wydarzeniach jest dla mnie fascynującą przygodą. To niezwykłe podniecenie na zapleczu, towarzyszący temu harmider, ekscytacja, prędkość, z jaką muszę wcielić się w nowy kostium modele czy modelki, a później wyjście na wybieg, setki fleszy, światła jupiterów... wszystko to sprawia, że czujesz się jakiś odrealniony, że uczestniczysz w czymś nierzeczywistym, że kształtujesz świat, którego nie ma. Idealne proporcje. Piękne buzie. Nienaganne makijaże. Alabastrowa cera. Jesteś częścią jakiejś ulepszonej wersji wszechświata, ofiarowujesz ludziom kilkadziesiąt minut doskonałości, co sprawia, że i Ty czujesz się lepiej i piękniej. Moja kolekcja będzie inna. Będzie brudna. Będzie zardzewiała. Będzie skażona. Pokażę na nieidealnych sylwetkach, nieidealne ciuchy do nieidealnej muzyki, którą właśnie tworzę. Kurz, zapach ropy, pot i wojownicze pozy. Nic cukierkowego. Nic idealnego. Nic, po czym czujesz się lepiej. Nuklearne katharsis.




NOWA KOLEKCJA MARCINA URZĘDOWSKIEGO NU CLEAR SS 2017. GRATULUJEMY!


M.E: Czy teraz moda będzie numerem jeden w Twoim życiu? Co z muzyką?


M.U: Moda i muzyka od zawsze szły u mnie w parze. Zaczynając przygodę z muzyką, dość szybko powołałem do życia Grupę Tamtamitutu. Nieodłącznym elementem naszych scenicznych poczynań był taniec. To ja od zawsze byłem odpowiedzialny za warstwę wizualną. Malowałem, tworzyłem kostiumy, niejednokrotnie fryzury. Fascynowała mnie Afryka i tamtejsza rytmiczna kultura. W Afryce muzyka jest nierozerwalnie związana z tańcem. Istnieje tam po dziś dzień masa rytuałów i świąt, które wymagają pewnej oprawy wizualnej, koloru. Wszystko to jest po pierwsze cholernie fascynujące, po drugie udowadnia, że życie to nie jest zbiór odrębnych, istniejących obok siebie dyscyplin ale, że wszystko się przenika, łączy, żyje w symbiozie, że kulturowa dyfuzja istnieje, a my jesteśmy częścią czegoś większego i nie koniecznie zrozumiałego. Wracając do Twojego pytania. Muzyka, odkąd sięgam pamięcią, była dla mnie najbardziej wyrazistym i doskonałym medium do wyrażenia siebie samego. Żaden kolor, żaden kostium, żaden plener, słowo czy obraz nie oddadzą w pełni tego, co czuję tak, jak muzyka. Na zawsze pozostanie dla mnie numerem jeden. Strój muzyka jest tylko marnym dopełnieniem dźwięków. Podobnie jak wygląd instrumentu. Dziś muzycy poupadali na głowę i ważniejsza stała się dla niech cała otoczka, wygląd i marka instrumentu od samej gry i kreacji dźwięków. Ale nie mnie to oceniać.

M.E: Powiedzmy nieco o Twojej współpracy z Agnieszką Bonisławską z Mia Stilo. Ponoć Wasza relacja jest fantastyczna! (uśmiech)

Z Agnieszką poznałem się przy okazji pierwszej edycji FashionManii w Gliwicach, podczas której grałem na bębnach do finałowego pokazu Lidii Kalety. Poznałem wówczas masę projektantów, ale to ta 42 -letnia kobieta, obdarzona młodzieńczym wdziękiem i energią nastolatki zapadła mi w pamięć. Może to przez jej niesamowite kreacje, etniczne elementy, ognistą czerwień i hebanową czerń w kolekcji, którą wówczas prezentowała? Mamy podobne energie, z optymizmem patrzymy na świat, wiecznie się uśmiechamy i jak się okazuje, nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Dasz wiarę, że 4 czerwca 2016 roku, moja żona stanęła przed ślubnym kobiercem w pomarańczowych szpileczkach Agnieszki! i jedwabnej białej sukni z motywem pomarańczy, którą współtworzyła Aga Pou. Jak widzisz moda w moim życiu pojawia się w najprzeróżniejszych momentach, a polscy projektanci są genialni i niestety na świecie niedoceniani.

M.E:Co planujecie, jeśli chodzi o duet Bonisławska i Urzędowski?


M.U: Koniec świata! Dosłownie. Łączymy siły i 16 maja podczas Warsaw Fashion Day zaprezentujemy coś, czego w modzie jeszcze nie było. Sięgamy po nuklearne elementy, których jestem autorem, ale wychodzimy od „Dzikuski”, czyli pierwotnej wizji mody Agnieszki Bonisławskiej. Będzie początek i koniec. Praprzyczyna oraz wizja końca świata i obowiązującej wówczas mody. Będzie etno i futuryzm w jednym. Elementy zwierzęce, czaszki, skóry, ale i post apokaliptyczny kosmos. W projekt włączyła się także niezwykle zdolna twórczyni biżuterii - Agnieszka Sordyl, której zadanie jest arcy trudne, tworzy bowiem łącznik pomiędzy tym, co pierwotne, a tym, co czeka na nas w przyszłości. To niezwykłe doświadczenie, a i dla mnie wielki zaszczyt, że będę mógł pracować z tak znanymi i docenianymi w świecie mody artystkami.

M.E: Do zobaczenia na Warsaw Fashion Day. Co się mówi początkującym projektantom przed ich wielkim dniem?

M.U: Muzykom perkusyjnym mówi się: „połamania pałek”, a projektantom? Hm. moim przypadku to chyba powinno powiedzieć się „rozwiązania supełków”, bo prawie nie używam igły z nitką, o maszynie do szycia nie wspominając. Taka moda przez "moje m".

.

NOWA KOLEKCJA MARCINA URZĘDOWSKIEGO NU CLEAR SS 2017.

NASI PARTNERZY: